Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

środa, 13 grudnia 2017

Ślad po złamanych skrzydłach - Sejal Badani - recenzja

Sejal Badani to Amerykanka, o prawniczym wykształceniu. Jej życiem zawładnęła pasja pisania i to przez nią rzuciła swój zawód. Uwielbia literaturę i wyprawy.

Nie ma rodziny, w której wszystko jest piękne i bez skazy. W każdym domu są ukryte sekrety, niewypowiedziane słowa, rany, które nigdy nie zostały zagojone i wciąż doskwiera nam ból. Jak bardzo można nienawidzić swojego rodzinnego domu? Książka "Ślad po złamanych skrzydłach" bardzo mnie poruszyła. Zrozumie to tylko ten, który z tym się spotkał oko w oko. Ja zrozumiałam całym sercem i nie mogłam uwierzyć, że autor może tak trafić do czytelnika.

Trzy siostry: Sonyi’a i Trisha oraz Marin, z pozoru może i podobne, ale tak naprawdę różne, jak woda i ogień czy wiatr. Sonyi’a należy do tych, którzy sami rozdają karty, do tych którzy chcą ułożyć swoje życie według swoich reguł, ze swojej „plasteliny”; Trisha zaś daje się lepić przez świat, potrafi dostosować się do zasad, które panują, a Marin? Kobieta poświęciła swoje życie karierze, uciekła w drogę zawodową. Ojciec, który leży w śpiączce sprawia, że te trzy żywioły spotkają się nad łóżkiem nieprzytomnego taty. W tym miejscu przeszłość dogania przyszłość. Sprawy niezakończone ujrzą światło dzienne. Co jest w stanie uleczyć dusze trzech kobiet, w których żyłach płynie nie jeden sekret?

Bolesna przeszłość, piekące rany muszą zostać pogrzebane, czy nadzieja będzie na tyle mocna, by zostać przy ojcu? Czy ich miłość pozwoli mu się obudzić? Czy córki mogą chcieć śmierci swojego ojca? Uwierzcie mi, przy tej książce zadacie sobie o wiele więcej pytań. Będą one z wami do końca, do ostatnich wersów tej książki.

Nie dość, że książka ma piękny przekaz, to ma też śliczną okładkę.

A prawda? Uwierzcie, pomoże zawsze.




Ducky, lat 18





Za książkę dziękujemy księgarni internetowej





wtorek, 12 grudnia 2017

Żółwie aż do końca - John Green - recenzja

Autorem książki „Żółwie aż do końca” jest John Green. Jest to pisarz amerykański, autor wielu bestsellerów, takich jak „Gwiazd naszych wina". Cieszy się dużą popularnością wśród młodzieży, jak i dorosłych. Książka zalicza się do literatury młodzieżowej, poruszone są w niej jednak dość spore problemy bohaterów: Azy, która jest hipochondryczką, Daisy i Davisa.

Powieść jest o radzeniu sobie z własnymi lękami, Aza wraz z przyjaciółką starają się odnaleźć miliardera, którego synem jest Davis - były, lecz niezbyt bliski znajomy Azy. Za odnalezienie mężczyzny można uzyskać nagrodę wysokości 100 tysięcy dolarów. Bohaterki muszą zadecydować, co jest ważniejsze... Przyjaźń czy pieniądze?

Żółwie, z tytułu książki powstały od historii, opowiedzianej przez Daisy. Jest to najbardziej osobista książka Johna Greena, która mówi o pokonywaniu przeciwności losu, o tym, że są w naszym życiu rzeczy ważne i ważniejsze, a my powinniśmy tylko umieć je odróżniać.

Jest napisana dość prostym językiem, występuje w niej wiele opisów, co pozwala wyobrazić sobie, co czuje osoba chora psychicznie.

Książka bardzo mi się podobała, teraz trochę lepiej rozumiem, co oznacza cierpieć na taki rodzaj choroby i zrozumieć, że to wcale nie łatwe z tym żyć.

Mogę polecić tę książkę wszystkim czytelnikom lubiącym literaturę młodzieżową. Wydaje mi się, że trafi ona w gust większości osób.



Kaja, lat 16



Książka wydana przez Wydawnictwo


poniedziałek, 11 grudnia 2017

Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta - W. Bruce Cameron - recenzja



W ostatnim czasie w ramach Szkolnego Klubu Recenzenta przeczytałam książkę „Psiego Najlepszego, czyli był sobie pies” na Święta. Autorem jest W. Bruce Cameron. To twórca bestsellera zatytułowanego „Był sobie pies”. Inspiracją była jego ukochana suczka z dzieciństwa o imieniu Cammie. Wspomniany powyżej utwór stał się światowym fenomenem i został przeniesiony na ekrany kin. Czworonogi to bohaterowie wielu dzieł Camerona.


Utwór należy do epiki, a konkretniej jest powieścią.

Na początku poznajemy Josha, który po rozstaniu z Amandą – jego byłą dziewczyną – czuje się samotny. Los postanawia zrobić mu psikusa. Jego sąsiad podrzuca mu psa, a dokładniej ciężarną suczkę – Lucy. Mężczyzna zauroczony głębokim spojrzeniem brązowych oczu przygarnia ją pod swój dach. Obiecuje sobie, że zaopiekuje się Lucy i jej szczeniakami jak najlepiej. Zdaje sonie sprawę, że nie ma pojęcia jak to zrobić. Pomocy szuka w schronisku. Poznaje tam Kerri, która zajmuje się zwierzakami. Wspólnie przygotowują je do świątecznego programu adopcyjnego. Kiedy czas gdzieś umyka, Josh nagle zdaje sobie sprawę z tego, że jego życie wywróciło się do góry nogami.

Książka porusza problemy natury egzystencjalnej takie jak: samotność, miłość oraz rola psa jako towarzysza w życiu człowieka.

Powieść pisana jest prostym, zrozumiałym językiem. Wszystkie rozważania bohaterów przedstawione są w sposób przyjazny czytelnikowi. Można ją zaliczyć do tych, które łatwo się czyta.

Utwór sam w sobie jest intrygujący, Zauroczył mnie wszechobecnością miłości do zwierząt. Niesamowite wydaje się to, że człowiek, który nigdy nie chciał mieć psów, nagle odkrywa, że nie może bez nich żyć. Możemy spodziewać się w tej kwestii kilku niespodzianek.

Rozpoczynając czytanie, byłam lekko zdezorientowana. W dość szybkim tempie zostało wprowadzonych kilku bohaterów. Po kilkunastu stronach zaczęłam już kojarzyć wszystko. Powieść potrafi pochłonąć na kilka godzin. Skłania człowieka do rozważań o życiu. Można się istnie zatopić w świecie przedstawionym. Kilka razy zdarzyło mi się uronić kilka łez.

Krótko podsumowując, utwór polecam nie tylko miłośnikom psów i innych futrzaków, ale także osobom, które mają ochotę na coś wzruszającego i pełnego miłości. Nadaje się idealnie na jesienno-zimowe wieczory w wygodnym fotelu oraz w towarzystwie miłego koca, oraz kubka gorącego kakao.




M.B., lat 15



Za książkę dziękujemy księgarni internetowej 








niedziela, 10 grudnia 2017

DIY. Żyj pięknie! - recenzja

„DIY. Żyj pięknie!” pod patronatem strony internetowej DaWanda, to książka zawierająca w sobie 70 tutoriali na rzeczy do zrobienia samemu.

Ale od początku. DIY (do it yourself) to w tłumaczeniu: Zrób to sam. W internecie jest wiele darmowych pomysłów jak wykazać się kreatywnością. W tej książce znajdziemy jedynie 70, jednak trzeba tu przyznać autorom, że zdjęcia są dobrej jakości i rzeczywiście wszystko zostało pokazane krok po kroku. Niestety znalazły się tutaj pomysły, które nie są jakieś górnolotne i chyba nieprzemyślane... jak np. malowanie kropek flamastrem po szklance (serio?!), czy roztopienie czekolady i ozdobienie jej granatem... Ale niech będzie, reszta przepisów jedzeniowych jest świetna np. ciasteczka czy pasty.

Plusem jest również to, że przy każdym pomyśle jest kod QR, który przekierowuje na internetową wersję. Tylko z drugiej strony to po co internetowa wersja, skoro masz przy sobie książkową...

Okładka i strony są zrobione z dobrego materiału. Przyjemny jest on w dotyku.

Jako osoba żywo interesująca się diy i używająca ich na co dzień muszę z przykrością powiedzieć, że wiele z tych pomysłów zostało wzięte z internetu i nie wniosło wiele nowego w moją edukację kreatywności. Przepisy owszem są na 5, ale moim zdaniem nie powinny się tu znaleźć, gdyż uważam, że jedzenie to osobna kategoria, która nie zalicza się do pojęcia DIY.

Myślę, że jest to dobry prezent na święta dla osoby, która dopiero zaczyna w tym temacie.


O.B., lat 18



Książka wydana przez Wydawnictwo


sobota, 9 grudnia 2017

Pył ziemi - Rafał Cichowski - recenzja

Ostatnio bardzo polubiłam powieści science fiction, dlatego chętnie sięgnęłam po nową książkę Rafała Cichowskiego, czyli "Pył Ziemi". Już na wstępnie muszę wspomnieć, że okładka jest przegenialna! Lekko wydrążone litery i Ziemia, do tego wszystko w tonach szarości, co niewątpliwie może kojarzyć się z pyłem. Naprawdę projekt tej okładki jest świetny.

Przechodząc do fabuły. Mamy XXIV wiek. Ziemia umiera. Ludzie, aby przetrwać zagładę, konstruują statek kosmiczny — Yggdrasil. Ma on zapewnić idealne warunki do przeżycia dla wielu pokoleń ludzkości. W zasadzie misja ta okazuje się sukcesem, bo po siedmiuset latach, statek nadal istnieje, ale pojawiają się pewne problemy, a dalszy żywot Yggdrasil stoi pod znakiem zapytania.

Dwoje nieśmiertelnych mieszkańców statku (wszak przez wieki technologiczne postępy zapewniły ludziom wieczne życie) wraca na Ziemię, aby odnaleźć Bibliotekę Snów, czyli miejsce, gdzie zostały zachowane wszelkie ludzkie wspomnienia. Ma to im pomóc rozwiązać problem, który zagraża Yggdrasil i wszystkim jego mieszkańcom.

Pierwsza myśl po przeczytaniu tej książki? Miałam wrażenie, że to bardzo skomplikowany sen, w którym nic nie wydaje się normalne, obrazy szybko przeskakują i łatwo się w nim pogubić. Lilo i Rez, czyli główni bohaterowie, spotykają na swojej drodze dość ciekawe postacie. Z jednej strony na przysłowiowe "dzień dobry" mają do czynienia z dość prymitywnym plemieniem, którego członkowie nie mają za bardzo pojęcia o cudach techniki, a raczej kompletnie o nich zapomnieli. Innym razem poznają lorda, który sprawuje władzę nad kopią Londynu rodem z czasów wiktoriańskich. Miasto to boryka się z problemem morderstwa pewnej prostytutki. Sprawę mają pomóc rozwikłać nasi kosmiczni bohaterowie. Innym miejscem, do którego trafią Lilo i Rez jest Aurora, czyli miasto, w którym znajduje się poszukiwana przez nich Biblioteka Snów. Niestety, droga do wspomnień nie jest prosta, ponieważ Aurorą włada despotyczna królowa, która nie jest chętna do współpracy. Dlaczego zatem przypomina mi to wszystko dość skomplikowany sen? Dlatego, że tak, jak we śnie, przeskakujemy w zupełnie różne od siebie miejsca, spotykamy odmiennych ludzi, a często mamy do czynienia z sytuacjami, które nas szokują.

Co do samych bohaterów, jakoś specjalnie ich nie polubiłam. Moim zdaniem trudno ich dokładnie poznać, co niestety, nie gra na korzyść tej powieści. W zasadzie mam wrażenie, że dało się poznać bliżej lorda Jacka, niż Reza czy Lilo, a chyba nie o to miało chodzić. Co do pozostałych postaci, może warto skupić się na tej przyszłościowej ludzkiej społeczności. To akurat było ciekawe, zwłaszcza fragment, w którym dowiadujemy się, jak powstawał pomysł na stworzenie Yggdrasil. Z jednej strony stanowi to pewną nadzieję dla rodzaju ludzkiego i alternatywę dla śmierci podczas końca świata. Z drugiej natomiast pokazuje, że człowiek nawet w obliczu zagłady, myśli wyłącznie o sobie i jest na najlepszej drodze, aby otrzymaną szansę na przeżycie zwyczajnie zmarnować przez chęć władzy, arogancję czy poczucie wyższości w stosunku do innych.

Trudno mi dokładnie określić moje uczucia po przeczytaniu "Pyłu Ziemi". Uważam, że pomysł był bardzo dobry, aczkolwiek chyba nie został do końca wykorzystany. Zabrakło mi tutaj lepszego poznania głównych bohaterów. Coś niecoś o nich wiemy, ale z pewnością staliby się bliżsi, gdybym wiedziała o nich więcej i pewnie dzięki temu książka spodobałaby mi się bardziej. Nie do końca przemawiały do mnie przejścia między opisanymi przeze mnie wyżej miejscami. To również można byłoby trochę inaczej połączyć, ale to tylko moje zdanie. Patrząc całościowo na całą historię jest to jednak dość ciekawa lektura, a pomijając tych kilka niedociągnięć, byłoby naprawdę świetnie.

"Pył Ziemi" to książka, która przedstawia wizję Ziemi i ludzkości. Myślę, że może spodobać się fanom powieści science fiction i poleciłabym ją właśnie tym czytelnikom. Sama natomiast mam mieszane uczucia, bo po przeczytaniu ukochanego przeze mnie "Chóru zapomnianych głosów" trudno mi znaleźć powieść traktującą o przyszłości, która równie jak ona, trafiłaby idealnie w mój czytelniczy gust.





Książka wydana przez Wydawnictwo SQN

czwartek, 7 grudnia 2017

Odnaleziony - Harlan Coben - recenzja

„Odnaleziony” to już ostatnia część z serii o Mickeyu Bolitarze (dwie poprzednie to: „Schronienie”„Kilka sekund od śmierci”), siostrzeńcu Myrona, bohaterze wielu wcześniejszych książek Harlana Cobena.

Łyżka po operacji dochodzi do siebie, choć rokowania nie są zbyt optymistyczne. Pomimo wszystko cały czas pomaga przyjaciołom. Ema zakochuję się w internetowym nieznajomym. Niestety przy próbie spotkania w realu, nagle chłopak się wycofuję i zrywa wszelki kontakt. O rozwiązanie tajemnicy prosi swojego przyjaciela Mickeya. Natomiast Mickeyowi w szkole udaje się dostać do wymarzonej drużyny. Pozostali zawodnicy, pomimo jego talentu, nie pałają sympatią do niego, do tego wybucha afera dopingowa. Mickey cały też czas próbuję rozwiązać zagadkę śmierci ojca. Ekshumacja dostarcza tylko kolejne wątpliwości i pytania...

Sporo tu wyjaśnień i streszczeń z poprzednich części, jednak warto przeczytać serię po kolei. Powieść czyta się łatwo i szybko. Nawet było mi przykro, że to już koniec przygód Mickeya i jego przyjaciół. Jak skończy się ta historia? Czy dowiemy się co się naprawdę stało z ojcem Mickeya? Przekonajcie się sami!


MJ


Książka wydana przez Wydawnictwo


środa, 6 grudnia 2017

Prawie siostry - Joshilyn Jackson - recenzja

Joshilyn Jackson jest amerykańską pisarką. Autorką kilku bestsellerowych powieści, wydanych również w Polsce, m.in. „Bogowie Alabamy”, „Inna niż wszystkie".

Książka „Prawie siostry” opowiada historię Lei, rysowniczki komiksów, prowadzącej jakby się wydawało zwyczajne życie. Dowiaduje się ona nagle, że po chwilowym zapomnieniu, będzie mieć dziecko z fanem swojej twórczości. Niestety nie pamięta jak się nazywał ani nawet jak dokładnie wyglądał... Spada na nią również wiadomość, że jej ukochana babcia Birchie zapada na zdrowiu. Musi, więc jechać setki kilometrów, by się nią zająć. Wraca w rodzinne strony, by nie tylko poinformować krewnych o swoim stanie, ale i podjąć decyzje w sprawie opieki nad Birchie, a tymczasem wychodzą na jaw mroczne tajemnice rodzinne...

Głównej bohaterki nie da się nie lubić. Losy Lei i jej rodziny śledzimy z jej punktu widzenia. Powieść czyta się bardzo przyjemnie, choć jest to słodko-gorzka historia. Porusza, wzrusza i... rozśmiesza, bo autorka przedstawia nam swoich bohaterów bardzo ludzko. Pomimo ich wad i błędów potrafimy ich postępowanie zrozumieć.

Moim zadaniem jest to bardzo dobra książka. Poruszane są tu ważne tematy takie jak rasizm, porzucenie, starzenie się i choroba, ale i miłość, więzy rodzinne, przyjaźń. Wszystko to przedstawione jest z dystansem i humorem. Polecam serdecznie!


MJ




Książka wydana przez


wtorek, 5 grudnia 2017

To jest napad! Czyli kawałek nieznanej Ameryki - Marek Wałkuski - recenzja

W ostatnim czasie książka „To jest napad! Czyli kawałek nieznanej historii Ameryki ” autorstwa Marka Wałkuskiego wpadła w moje ręce. Marek Wałuski jest korespondentem Polskiego Radia w Waszyngtonie. Nie słyszałam o nim ani o jego twórczości wcześniej więc nie wiedziałam też czego mam się spodziewać po tym tytule. Nie sądziłam także, że będę mieć z nią tyle przygód. Pierwszego dnia, kiedy zaczęłam ją czytać w drodze powrotnej do domu, spotkałam moją starą znajomą. Gdy zobaczyła w moich rękach wspomnianą książkę, od razu rozpoznała autora i jego pracę. Dopóki nie przyjechał jej tramwaj, opowiadała mi o tym, jak ciekawe są jego wypowiedzi.

„To jest napad! Czyli kawałek nieznanej historii Ameryki ” opowiada bowiem o rabusiach popełniających najróżniejsze błędy podczas kradzieży. Od zostawienia dowodów osobistych na miejscu zbrodni do utknięcia w banku. Poza tym wprowadza nas w działalność FBI w Ameryce, historię banknotu oraz wiele więcej.

Dla każdego, kto interesuje się historią Ameryki czy po prostu chce się pośmiać, polecam tę książkę. Bardzo spodobał mi się sposób opisywania danych sytuacji oraz autentyczne zdjęcia i ilustracje. Dają czytelnikowi wczuć się w opisywaną historię oraz pozwalają mu przeżyć całe zdarzenie.




Julia, lat 15


Książka wydana przez Wydawnictwo Editio

Za książkę dziękujemy Grupie Wydawniczej Helion

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Dobra córka - Karin Slaughter - recenzja

„Dobra córka” to thriller autorstwa Karin Slaughter – amerykańskiej pisarki, która za swój debiut w 2001 roku („Zaślepienie”) została nominowana do Nagrody Sztyletu przez Stowarzyszenie Pisarzy Literatury Kryminalnej. Powieść „Dobra córka” to jedna z wielu jej książek, która zapewne tak jak nie jeden dreszczowiec Karin stanie się bestsellerem.

Dwie siostry, Samantha oraz Charlotte były świadkami okrutnego morderstwa ich matki, gdy były zaledwie dziećmi. Po tym traumatycznym przeżyciu każda z sióstr poszła własną drogą, żyjąc w odosobnieniu od siebie. Po dwudziestu ośmiu latach Charlotte jest świadkiem dwóch kolejnych morderstw, w które się zaangażowała – nie wiedziała jednak, że przy tym odkryje całą prawdę o tragicznym wydarzeniu z dzieciństwa i wszystko przestanie już być tak oczywiste… Siostry będą musiały współpracować, żeby zakończyć sprawę morderstwa ich matki raz na zawsze.

Osobiście nie polecałabym tej książki osobom o słabych nerwach i osobom wrażliwym na drastyczne opisy morderstw i innych niefajnych rzeczy. Książkę charakteryzują właśnie brutalne, krwawe sceny, które są opisane ze szczegółami oraz wartka akcja, która ani trochę nie zwalnia i cały czas toczy się w szybkim tempie. Jest to według mnie ogromny plus, ponieważ w ten sposób (mimo tego, że czytelnik łapie oddech dopiero po odłożeniu książki) nie straciłam zainteresowania i czytałam z zapartym tchem oraz często szybko bijącym sercem, ponieważ towarzyszyło mi przy czytaniu mnóstwo (zazwyczaj sprzecznych) emocji.

Polecam gorąco dla każdego wielbiciela dreszczyku na plecach i zastrzyku adrenaliny.




Agnieszka, lat 16



Książka wydana przez Wydawnictwo





sobota, 2 grudnia 2017

Calamity - Brandon Sanderson - recenzja

„Calamity” to ostatnia książka z cyklu pt. „Mściciele” napisanego przez Brandona Sandersona. Autor jest jednym z najwybitniejszych autorów współczesnej fantastyki. Jego twórczość była nagradzana wielokrotnie.

Adresatami książki są przede wszystkim czytelnicy, którzy zapoznali się z poprzednimi częściami. Tom pod względem stylu pisania Sandersona i łatwości czytania nie różni się od poprzedników, mimo szybkiej akcji i wymagającego gatunku książkę czyta się przyjemnie. Informacje nie przytłaczają swoją ilością, dzięki czemu czytelnik dokładniej rozumie treść. Tym razem Brandon Sanderson skupił się na walce, nie z wrogiem czy przyjacielem, ale samym sobą. Najważniejsze jest przezwyciężenie własnych słabości, lęku i gniewu. Dopiero po pokonaniu własnych barier można poradzić sobie ze złem wokół. W tej części (jak i w poprzednich) nie zabrakło cytatów z Biblii, które wpleciono w fabułę rozważnie i trafnie. Fantastyka i Pismo Święte to niecodzienne połączenie, dlatego warto poznać je sięgając po „Calamity”. Zakończenie cyklu zawsze wiąże się z zaskoczeniem, którego nie zabrakło również tutaj. Autor przygotował idealną mieszankę emocji i humoru.

Historia opowiedziana w książce, a szczególnie jej zakończenie bardzo mnie poruszyły. Mile wspominam czas spędzony z Epikami i Mścicielami, ale jednocześnie cieszę się, że seria kończy się na tym tomie, ponieważ temat został wyczerpany do końca, a może prawie do końca. Warto zostawić czytelnikowi miejsce na własne przemyślenia. Brandon Sanderson dobrze wyważył i rozplanował fabułę. Polecam szczególnie osobom, które sięgają po powieści niekonwencjonalne, ale nie wyidealizowane.



Agnieszka, lat 16



Książka wydana przez