Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

czwartek, 16 listopada 2017

Projekt Mefisto - Marcin Mortka - recenzja

Muszę to napisać... Jeszcze chyba nigdy nie zdarzyło mi się, żebym tyle czasu spędziła nad jedną książką. Od bardzo dawna nie miałam takiej sytuacji, że po około pięćdziesięciu stronach zwyczajnie odechciało mi się dalszego czytania, a szkoda, bo zapowiadało się dość ciekawie...

"Projekt Mefisto" to historia małego miasteczka, które próbują dosięgnąć piekielne moce. Do Wyplut przybywa przedstawiciel Piekła - Zygmunt. Jego zadaniem jest wprowadzenie w życiu projektu Mefisto 2.0. Założeniem jest pogrążenie mieszkańców w grzechu. Misja mogłaby zakończyć się powodzeniem, gdyby nie to, że napotkani przez Zygmunta ludzie są bardziej zaawansowani w byciu złymi niż sami wysłannicy Piekła.

No i właśnie... zapowiadało się ciekawie, a wyszło, jak wyszło. Prawdę powiedziawszy trudno było mi przez tę książkę przebrnąć. Zdarzyły się momenty, kiedy już myślałam, że będzie dobrze, ale za moment znowu nie mogłam się wdrożyć i przyjemności z czytania, niestety, nie było, czego bardzo żałuję.

Rzecz, jaka mi się podobała to humor, który często gęsto jest bardzo cięty, a to akurat lubię, więc w tym momencie należy się plus tej powieści. Sam pomysł na nią też nie był zły. Groteskowe przedstawienie małomiasteczkowości i poniekąd pracy w korporacji. Diabeł będący wysłannikiem jakby firmy, który musi bić rekordy za wszelką cenę. Z drugiej strony mieszkańcy Wyplut, którzy dzielą społeczeństwo, mają własny światopogląd, a czasami ich zachowanie powaliłoby na łopatki przedstawiciela piekielnych czeluści. To, przyznaję, również zaleta, jednak jest w tej książce coś, co do mnie nie przemawia. Nie mogłam się wciągnąć w ten świat, a szkoda, bo zapowiadało się naprawdę intrygująco.

W zasadzie trudno jest mi napisać cokolwiek więcej. Do mnie ta powieść nie przemówiła. Niemniej jednak, jeżeli macie ochotę sami się przekonać co do tej powieści, to sięgnijcie po nią. Ile czytelników, tyle opinii i być może Wam przypadnie do gustu. Ja, niestety, nie miałam zbytniej przyjemności z tej lektury.



Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo W.A.B.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Sekret, którego nie zdradzę - Tess Gerritsen - recenzja

Tess Gerritsen z wykształcenia jest lekarzem internistą. Wydała kilkanaście tytułów. Jej książki tłumaczone są i publikowane w wielu krajach. Zdobywają one listy bestsellerów w USA i Europie. Jest autorką bardzo popularnej serii thrillerów z Jane Rizzoli i Maurą Isles, na podstawie której powstał serial telewizyjny „Partnerki".

„Sekret, którego nie zdradzę” przedstawia kolejną zagadkę kryminalną, z którą się zmagają policjantka detektyw Rizzoli i pani doktor patolog Isles. W mieście mają miejsce dziwne zbrodnie. Maura ma duży problem z określeniem sposobu uśmiercenia ofiar. Młoda dziewczyna wygląda jakby spała, a gałki oczne, które ma na dłoni zostały wyłupione już po śmierci. To samo dotyczy młodego mężczyzny, który ma wbite w pierś strzały, ale i one zostały wbite po jego śmierci. Jedyna osoba, która mogłaby rzucić światło na te sprawy, uparcie milczy... 
W powieści otrzymujemy też sporą porcję z życia prywatnego głównych bohaterek. Jak zginęły ofiary? Co mają ze sobą wspólnego? Czy Jane i Maurze uda się rozwikłać sprawę?

Jest to już 12 część z serii i mam wrażenie, że następuje zmęczenie materiału. Książkę czyta się dobrze, ale autorka nie porywa już jak w poprzednich powieściach. Przynajmniej mnie lektura zajęła więcej czasu. Bohaterkom tyle się już przytrafiło, że ich przygodami można, by obdarować sporo osób. A jeśli chodzi o zagadkę kryminalną, od początku wiadomo, że rozwiązanie początkowe nie jest tym właściwym. Natomiast sprawa sprzed lat jak dla mnie jest za mało prawdopodobna.

Po książkę na pewno sięgną fani Tess Gerritsen. Ja osobom nieznającym twórczości pisarki poleciałbym najpierw wcześniejsze tytuły, choćby „Chirurga” czy „Dawcę".

MJ



Książka wydana przez




niedziela, 12 listopada 2017

Dobrawa pisze CV - Janina Lesiak - recenzja

Postacie historyczne to bardzo ciekawy temat. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z bohaterkami. Tym razem dzięki autorce dostajemy szansę na poznanie Dobrawy Przemyślidki. Kobiety mądrej, odważnej i pełnej miłości.

Dobrawa, jako młoda dziewczyna, stała się ofiarą pijaństwa i rozpusty margrabiego Miśni Guntera z Merseburga. To nieszczęśliwe zdarzenie sprawiło, że wkrótce na świat przyszedł syn - Guncelin - Ekkehard. Chociaż dziecko było wynikiem okrutnego czynu, Dobrawa obdarzyła je ogromną miłością. Niestety, wówczas wszędzie liczyła się tylko polityka i władza. Jako córka Bolka Srogiego została przeznaczona do zamążpójścia bez większej chęci. Wszystko dla korzyści ojca i przyszłego męża. Musiała pożegnać się z ukochanym synem i równie ukochaną siostrą, którą z kolei los zaprowadził do zakonu. Dobrawa, będąc żoną władcy, narażała się na intrygi i spiski. Była jednak głęboko wierząca i nie poddawała się nawet w trudnych chwilach.

Miałam okazję przeczytać poprzednie książki autorki. Uważam, że z każdą kolejną jest coraz lepiej. Zdecydowanie spośród tych trzech wygrywa Dobrawa. Przede wszystkim bardzo podoba mi się to, że w sposób lekki i przyjemny możemy poszerzyć naszą historyczną wiedzę. Pewnie mało kto sięgnąłby po jakieś "suche" informacje dotyczące tej postaci, prawda? A po tego typu książkę już prędzej. Tym bardziej, że autorka nie zadręcza nas długimi opisami, które mogłyby zanudzać. Owszem, czasami bywa dość szczegółowo, ale wszystko odpowiednio wyważone i z pewnością nie zniechęca do lektury.

Mnie zaciekawiła też sama Dobrawa. Kobieta inteligentna, mądra, kochająca. Nie sposób nie poczuć do niej sympatii. Bardzo było mi jej żal, kiedy musiała pożegnać się na zawsze ze swoimi bliskimi i ruszyć w zasadzie w nieznane. Nie każdy byłby na tyle silny, aby przetrwać rozłąkę i stawić czoła nowym wyzwaniom, często bardzo trudnym, w otoczeniu osób, które w pewnej chwili mogą uknuć jakąś intrygę. Tak samo umiejętność komunikacji z mężem należy do jej mocnych stron. Potrafiła rozmawiać z Mieszkiem w taki sposób, aby ani go nie urazić, ani nie rozgniewać, a jednak przedstawić swoje zdanie. Uważam, że Dobrawa zasługuje zatem na miano jednej z najwspanialszych kobiet będących u boku władcy Polski.

"Dobrawa pisze CV" to wyjątkowo interesująca książka, dzięki której można przybliżyć sobie postać księżnej. To zaledwie dwieście stron wspaniałej historii o wyjątkowej kobiecie, która poświęciła, można powiedzieć, całe swoje życie dla innych. Której odebrano cenny skarb, jakim był jej syn. Która często musiała wykazywać się umiejętnością prowadzenia konwersacji, aby nie doprowadzić do niepotrzebnego konfliktu. Ta powieść zdecydowanie przypadła mi do gustu i jeżeli lubicie tego typu książki lub interesujecie się historią, to tym bardziej polecam.




Książka wydana przez Wydawnictwo MG

piątek, 10 listopada 2017

Losing hope - Colleen Hoover - recenzja

Pamiętam, jak kilka miesięcy temu pochłonęło mnie bez reszty "Hopeless". Niestety, ze względu na różnego rodzaju obowiązki, z "Losing hope" musiałam poczekać aż do wczoraj. Jednak jak tylko zabrałam się za czytanie, od razu wciągnęłam się w fabułę i skończyło się tym, że książkę przeczytałam jednym tchem od początku do końca.

"Losing hope" jest uzupełnieniem "Hopeless" o bardzo ważne informacje. Wydarzenia są tutaj przedstawione z perspektywy Holdera. Dowiadujemy się, co przeżywał, kiedy po raz pierwszy zobaczył Sky i jakie emocje nim wówczas targały. Dodatkowo poznajemy treść swego rodzaju pamiętnika w formie listów, które główny bohater kierował do swojej zmarłej siostry. Z kolei zakończenie powieści daje nam możliwość pełnego poznania tej tragicznej historii...

Zdecydowanie, po przeczytaniu "Losing hope" jestem przekonana, że sięgnę po inne książki autorstwa Colleen Hoover. Lubię tego typu historie o miłości, dlatego tak bardzo podoba mi się zarówno "Hopeless" jak i "Losing hope". Jestem wręcz zakochana w każdym bohaterze, który tak, jak między innymi Dean Holder, zmienia się pod wpływem prawdziwego, pięknego uczucia, jakim jest miłość. Ktoś mógłby pomyśleć, że to typowe romansidło dla nastolatek. Uważam inaczej, ponieważ nasi zakochani nie patrzą sobie wiecznie w oczy, nie wymieniają się uprzejmościami i tym podobne. Często wzajemnie sobie docinają, ale jest to tak sympatyczne, że nie ma możliwości, by któreś było obrażone. Bardzo mi się to podoba.

Kolejną zaletą tej książki są wspomniane przeze mnie wyżej listy, które Holder pisał do swojej zmarłej siostry. To dzięki nim dowiadujemy się dokładnie, jaki jest bohater, jak wiele smutku i żalu w sobie nosi. To uzewnętrznienie się daje trochę do myślenia czytelnikowi. Zdarza się, że uważamy, że ktoś jest wręcz niezniszczalny, nic go nie rusza, jest pozbawiony wszelkich uczuć, a często właśnie takie osoby mają ich w sobie więcej niż przeciętny człowiek, tylko nie chcą ich okazywać.

Sama historia tych dwojga zakochanych w sobie nastolatków jest jednocześnie piękna i dramatyczna. Nie sposób przejść obok niej obojętnie. To, co musieli przeżyć bohaterowie w tak młodym wieku, mogłoby przerosnąć niejednego dorosłego człowieka. Wydawałoby się, że wyczerpali limit nieszczęść na całe życie już jako dzieci, ale widać, że los czasami bywa łaskawy i jest w stanie wynagrodzić nawet największe krzywdy.

Ta książka ma mnóstwo zalet. Przede wszystkim napisana jest stylem, który sprawia, że czytanie staje się samą przyjemnością i nawet nie spostrzegłam, kiedy dotarłam do ostatniej strony, a ja takie książki lubię najbardziej. Do tego dochodzi ciekawa, według mnie, fabuła, charyzmatyczni bohaterowie i mnóstwo, naprawdę mnóstwo, emocji. To wszystko składa się na świetną powieść, którą polecam zarówno nastoletnim czytelnikom, jak i tym już nieco starszym.



Książka wydana przez Wydawnictwo Otwarte

środa, 8 listopada 2017

Wszystko wina kota! - Agnieszka Lingas-Łoniewska - recenzja

Kto czyta moje opinie o książkach, ten wie, że twórczość Agnieszki Lingas- Łoniewskiej nie jest mi obca. To moja ulubiona polska autorka i staram się czytać wszystko, co stworzyła. Teraz przyszedł czas na "Wszystko wina kota!"

Tym razem historia dotyczy sławnej pisarki - Lidii Makowskiej, która pod pseudonimem wydała mnóstwo bestsellerów. Tysiące kobiet nie mogą się doczekać, aż w księgarniach pojawi się jej kolejne dzieło. Mimo ogromnego zachwytu, jest jedna osoba, która zawsze znajdzie jakieś niedociągnięcie. Jack Sparrow, bo o nim właśnie mowa, to wierny, aczkolwiek niesłychanie wymagający recenzent punktujący wszelkie niedogodności w powieściach Lidii. Czy i tym razem nie obejdzie się bez jego krytyki?

Tymczasem nasza bohaterka, namawiana przez swoją przyjaciółkę, postanawia w końcu ujawnić swoją tożsamość udzielając wywiadu, jednakże pod jednym warunkiem. To właśnie Jack Sparrow ma poprowadzić ową rozmowę. Napięcie rośnie, ponieważ on również pokaże, kim jest naprawdę.

Poza życiem zawodowym Lidki w jej prywatnym też zaczyna dziać się ciekawie. W dużej mierze dzięki Jamsowi, czyli kotu, który notorycznie odwiedza sypialnię jakże przystojnego i intrygującego sąsiada pisarki...

Czy muszę po raz kolejny przypominać, że uwielbiam książki Agnieszki Lingas- Łoniewskiej? Mam nadzieję, że nie trzeba, ale tak, to kolejna powieść autorki, która bardzo mi się spodobała. Część czytelników może uważać, że to zwykła obyczajówka. Przewidywalna, banalna i tym podobne, ale przecież nie zawsze ma się ochotę na, na przykład, typową klasykę. Czasami potrzeba zanurzyć się w książkowy świat, w którym czujemy się lekko i przyjemnie. Tak po prostu dla relaksu. Właśnie za to uwielbiam te powieści. Za przekierowanie do zwykłej, choć różnej od mojej, rzeczywistości. Do bohaterów, których nie sposób nie polubić. Jednak mnie najbardziej chwyta za serce to, że twórczość naszej rodzimej pisarki za każdym razem napawa mnie jakąś specyficzną nadzieją i pozytywną energią, której często mi brakuje.

To tak ogólnie. A szczegółowo o tej powieści? Tym razem bardzo spodobało mi się to, że rozdziały są podzielone na poszczególne postaci. Te kilka wątków, jak również perspektywa tych samych wydarzeń widzianych oczami różnych osób ukazuje je w pełni i za to daję plusa. Po drugie, nie obyło się również bez motywów miłosnych. Banalne? Niekoniecznie. Także miłość jest tutaj pokazana z różnych stron. Miłość między dwojgiem zakochanych. Miłość rodzicielska. Miłość w przyjaźni. Cały przekrój. Kolejna zaleta. Po trzecie, to momentami bardzo zabawna historia. Tak, jak zostało napisane na okładce: "romantyczna komedia omyłek" i zgadzam się z tym w stu procentach.

Co do samego czytania, to lekka i przyjemna lektura w sam raz na jesienne popołudnie. Pochłania się ją w ekspresowym tempie. Dzieje się dosyć sporo, a zakończenia rozdziałów nie pozwalają na to, by spokojnie odłożyć książkę na później, tylko jeszcze bardziej podsycają chęć poznania dalszych losów bohaterów.

Kolejna powieść pani Agnieszki trafia do moich ulubionych. "Wszystko wina kota!" to świetny sposób na relaks. Książka pełna dobrego humoru, ciepła i uczucia. Gorąco polecam wszystkim fanom autorki, którzy jeszcze nie zapoznali się z tym tytułem, jak również tym, którzy lubią przyjemne historie i literaturę obyczajową.




Książka wydana przez Wydawnictwo Novae Res