Niech trwają tylko miłe chwile - Virgine Grimaldi - recenzja




Virgine Grimaldi urodziła się w 1977 roku w Bordeaux i jest francuską powieściopisarką. Na swoim koncie ma wiele książek o podobnej tematyce, skierowanych głównie do kobiet. W 2019 oraz 2020 była najczęściej czytaną autorką we Francji.

Lili to świeżo upieczona mama, której córeczka zaraz po porodzie trafiła na odział neonatologii z powodu niewydolności paru narządów. Młoda kobieta jest bardzo zaniepokojona złym stanem córki i boi się, że może ją stracić, dlatego też nie odstępuje jej na krok. Zaczyna coraz więcej czasu spędzać w szpitalu, poświęcając przy tym relacje z partnerem i rodziną. Wielokrotnie podkreśla, że córeczka to całe jej życie i nie wyobraża sobie funkcjonować bez niej.

Elise – poznajemy ją w ciężkim momencie dla niej, ponieważ jej młodsze dziecko wyjeżdża na studia. Jest to dla niej niełatwa chwila, ponieważ całkowicie poświęciła się dla dzieci, a teraz zostaje sama - bez męża, przyjaciół i z potomstwem mieszkającym daleko od niej. Prawdopodobnie wiele osób cieszyłoby się z takiego obrotu sprawy: czas dla siebie, możliwość rozwijania swoich pasji i zainteresowań i przede wszystkim brak ograniczeń. Jednak bohaterka wcale nie jest z tego powodu zadowolona i walczy z samotnością, która postanowiła zamieszkać w jej sercu.

„Niech trwają tylko miłe chwile” jest zdecydowanie powieścią wzruszającą i ciekawą. Pokazuje lepsze i gorsze strony macierzyństwa, na które trzeba się nastawić. Widać kontrast pomiędzy jego rozpoczęciem a zakończeniem, co ma swoje plusy i minusy.

Były momenty, w których ta książka zdecydowanie mnie rozczuliła lub skłoniła do refleksji. Uważam, że jest dobrą lekturą, zwłaszcza dla każdej kobiety.






MK






Książka wydana przez 



Komentarze