Szaniec - Agnieszka Jeż - recenzja

Zazwyczaj nie czytuję kryminałów, których akcja rozgrywa się w Polsce. Z góry zakładam że ich treść nie będzie wystarczająco ciekawa. Książka Agnieszki Jeż pt. "Szaniec" niestety nie zmieniła mojego zdania.

Akcja rozgrywa się głównie w Giżycku, gdzie też pracują bohaterowie. W trakcie turnusu, w ekskluzywnym hotelu dochodzi do morderstwa. Ofiarą okazuję się ksiądz, który ma za sobą burzliwą przeszłość. Z nadzieją na zajrzenie w głąb siebie i wreszcie, zapomnienie o tym, co się wydarzyło w jego przeszłości, stara się ukryć, kim jest, a także pozbyć się wracających wspomnień. Niestety, przeszłość dosięga go nawet tutaj. Staje się ofiarą zbrodniarza, który przyszedł do niego po spowiedź. Nie duchowny miał go spowiadać. Role się odwróciły, kiedy padło istotne dla całej historii zdanie: „To nie ja do ciebie przychodzę, tylko ten mały skrzywdzony chłopiec...”. Swoje działania morderca przypisuje do fragmentów Biblii, co nadaje treści utworu jeszcze więcej tajemniczości.

Wątek, który zdecydowanie do mnie nie przemawia odnosi się do głównych postaci. Sierżant Wiera Jezierska i komisarz Janusz Kosoń uosabiają jedne z najgorszych cech policjantów. Ona nie potrafi pogodzić się z przeszłością, kiedy jako dziecko musiała żyć pod opieką ojca tyrana. Swoje troski przekłada na pracę, co często zaburza jej obraz sytuacji i trzeźwe myślenie. On ma problem z okazywaniem empatii po tym, jak stracił żonę. Nie potrafi wczuć się w stanowisko partnerki w śledztwie, zresztą, kobieta zbyt wiele o sobie nie mówi.

Przekaz jest poruszający, ponieważ odnosi się do życia codziennego, ale nie dla każdego może być zrozumiały. Jedno jest pewne, u wszystkich wywoła silne emocje. Osobiście nie dałam się wciągnąć w lekturę.





Julia W., lat 15





Książka wydana przez Wydawnictwo



Komentarze