Idiotyzmy feminizmu - Magdalena Żuraw - recenzja

Postanowiłem przeczytać tę książkę, mimo że jestem mężczyzną - a może właśnie dlatego... Okazała się bardzo interesująca, ponieważ autorka posługuje się wieloma bardzo konkretnymi danymi i faktami, często zaskakującymi dla tzw. oglądaczy popularnych mediów. W miarę czytania coraz bardziej zaczynamy się zastanawiać, czy feministki naprawdę walczą o autentyczny szacunek dla kobiety i uznanie roli pań w życiu społeczno-politycznym. A może ambicja niektórych pań sprawia, że muszą zaistnieć... 

Autorka obnaża dwulicowość wielu mediów i znanych ludzi, którzy je reprezentują. Wytyka wyraźne niezgodności, a nawet zafałszowania przemilczane przez kolorowe pisma i wpływowe stacje telewizyjne. W tzw. wielkim świecie (niby walczącym o prawa kobiet) nie wszystko jest tak piękne, jak głoszą hasła przedwyborcze...

Książka Magdaleny Żuraw może podobać się lub nie, ale na pewno jest warta poznania, gdyż przytacza liczby, fakty, cytaty itd., a nie posługuje się plotkami albo utartymi opiniami bez podawania argumentów. Pozwala czytelnikowi zestawić dane i sformułować swoją ocenę sytuacji. A po przeczytaniu nasuwa się pytanie: a może zostawimy kobiety w spokoju i pozwolimy im - tak po prostu - samodzielnie wybierać, decydować i zwyczajnie żyć bez wykorzystywania ich do rozgrywek politycznych, religijnych, medialnych i innych? Dlaczego feministki wątpią, że szara pani Kowalska nie potrafi wybrać dobrze dla siebie i swoich bliskich? Jakoś całkiem nieźle radziły sobie przez tysiące lat...


ZJ


Książka wydana przez Wydawnictwa


Komentarze

  1. Czytałem min. na temat seksu: rozbroiła mnie opinia autorki, że, trawestując "mężczyźni są z natury poligamistami, toteż na ich zachowanie społeczeństwo przymyka oczy jak na zachowanie dzieci w kościele, których się nie uspokaja, natomiast >>grzech<< kobiet jest znacznie większy, gdyż depczą i normy kulturowe, i biologię, a to jest karane w każdej kulturze, podobnie jak homoseksualizm." Jako dowód autorka przytacza prostytucję: mężczyźni wydają na nią znacznie więcej niż kobiety, co wynika z większych potrzeb i świadczy o biologicznej powinności mężczyzny jako "rozpładniacza". Po pierwsze, autorka zaczęła tezę od złego punktu wyjścia: biologia nie jest treścią ludzkiej natury, a jej częścią. I normy kulturowe nie są sztucznymi tworami stworzonymi jedynie z pragmatycznych celów społecznych: są wynikiem duchowej części ludzkiej natury. To sprawia, że tożsamość człowieka jest wewnętrznie sprzeczna: człowiek jest jednostką tragiczną, bo z jednej strony szuka zaspokojenia u różnych partnerów, a z drugiej potrzebuje obecności tej jednej osoby. I dotyczy to obojga płci. Racjonalizowanie na bazie biologii musi być zniesione, gdy spojrzymy na stronę duchową: potrzebę posiadania kogoś, z kim możemy dzielić całe życie. Poligamia jest zatem sprzecznością zawikłanej natury, a predyspozycja do niej nie może znacząco wpływać na pomniejszanie moralnej odpowiedzialności.Mylą się radykalne feministki, wysuwające na pierwszy plan biologię by usprawiedliwić rozwiązłość, i myli się Pani Żurawska z tych samych powodów pomniejszając odpowiedzialność mężczyzn. Ponadto: skoro grzechy seksualne mężczyzn (np. branie sobie za partnerki młodszych dziewczyn) mogą być częściowo usprawiedliwione biologią, to czemu nie usprawiedliwić kobiet żyjących z młodszymi partnerami ? Przecież to też ma biologiczne uzasadnienie: nasienie młodszego mężczyzny daje szansę na zdrowsze potomstwo. Na te oraz pozostałe wątpliwości autorka nie odpowiada: przytoczyła garść przesłanek pod tezę, by skończyć na konkluzji skutecznie zbijającej męską odpowiedzialność: aktywni seksualnie mężczyźni to tylko duże dzieci, a kobiety - zdeprawowane indywidua. Jest w tym wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Nie ma tylko jednego: myśli konserwatywnej wolnej od biologicznego materializmu. To moje pierwsze wrażenia z lektury tematu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz