„Metro 2035” to ostatnia część trylogii autorstwa Dimitria Głuchowskiego, jednego z najbardziej znanych rosyjskich pisarzy XXI wieku znanego właśnie z serii „Metro". Jego książki często eksplorują tematy związane z dystopią oraz naturą człowieka.
Podobnie jak pozostałe części, jest to książka post-apo, wracamy w niej do losów postaci z pierwszych dwóch powieści, Artyoma i Homera w moskiewskim metrze 2035 roku, już 12 lat po katastroficznej wojnie nuklearnej, która pozostawiła znany nam świat w gruzach. Po odejściu z zakonu Spartan Artyom osiedla się wraz ze swoją żoną na powrót na stacji WDNCh.
Jego życie jest w strzępach i wydaje mu się, iż moskiewskie metro nie jest ostatnim bastionem ludzkości, co kieruje go do szaleńczych ekspedycji na zewnątrz, by skomunikować się z innymi.
Wszystko zmienia się gdy na stacji pojawia się Homer, który chce napisać książkę o przeszłych dokonaniach Artyoma. Obiecuje on doprowadzić go do radiowca, który podobno skontaktował się z innymi.
Artyom decyduje się porzucić żonę oraz stację i wyruszyć z Homerem. Ich wędrówka okazuje się jednak być czymś więcej niż tylko przygodą, a Głuchowski w charakterystyczny dla siebie sposób pokazuje zniszczenie w społeczeństwie metra i teraźniejszym.
Powieść ta pozwala na wiele przemyśleń o naturze człowieka i wartości wolności. Poprzez zastosowanie naturalistycznych obrazów, Glukhovsky odsłania to, co w nas najgorsze i odpychające.
Choć lektura podejmuje trudne tematy, czyta się ją bardzo przyjemnie i jest sama w sobie ciekawa, nawet pominąwszy drugie dno utworu.
„Metro 2035” zdecydowanie jest według mnie powieści wartą przeczytania, szczególnie jeśli lubisz po apokaliptyczne wizje świata, a także rodzaj psychologicznych dzieł, jakie prezentowali inni rosyjscy pisarze, jak Dostojewski.
W.S.
Książka wydana przez Wydawnictwo Insignis

Komentarze
Prześlij komentarz