Dziewczyny z Wołynia - Anna Herbich-Zychowicz - recenzja

Anna Herbich jest jedną z autorów tworzących serię „Prawdziwe historie”, wydawaną przez wydawnictwo Znak. Wszystkie te książki obierają za główne bohaterki kobiety, żyjące w danych czasach. Pani Herbich zdążyła napisać już kilka takich reportaży m.in. „Dziewczyny z Syberii”, „Dziewczyny z Powstania” oraz „Dziewczyny z Wołynia”, którymi dzisiaj się zajmę.

Książkę czyta się bardzo szybko, a czytelnik jest wręcz przez nią pochłaniany, nie może się od niej oderwać. Poznajemy dzięki niej kilkanaście historii różnych kobiet, które będąc jeszcze małymi dziećmi, doświadczyły koszmaru, jakim była Rzeź Wołyńska. Opowiadają nam swoją historię, zaczynając od samych początków, próbując przypomnieć sobie zamordowanych krewnych oraz dawne, utracone na zawsze życie, zanim jeszcze ich sąsiedzi sięgnęli po broń. Dowiadujemy się od nich także o okolicznościach całej zbrodni, niektóre z nich wspominają, jak ich rodzice szeptali nocą, nie chcąc obudzić swych pociech, o dochodzących do nich plotkach o morderstwach na Polakach, jak ktoś znajomy przybywał do ich miejscowości i mówił o tym, co widział i co przeżył. Później pogłosek jest coraz więcej, aż nagle, pewnego na pozór spokojnego dnia, do wsi przybywa grupa Banderowców, uzbrojona z broń palną, ale i też widły, grabie oraz siekiery. Wtedy zaczyna się walka o przetrwanie.

Bardzo polubiłam styl pisania autorki, kilkukrotnie odnosiłam wrażenie, że w różnych historiach różnych kobiet on się zmieniał, dostosowując się do poszczególnych narratorek. Warto też zaznaczyć, iż gdy dochodzi już do rzezi i czytamy o tych wszystkich okropnościach, są one opisywane z lekkością i ze swego rodzaju naturalnością, bez dodawania im zbędnego dramatyzmu.

Warto jeszcze zaznaczyć, że książka ta daje nam idealną okazję do poznania życia ówczesnych ludzi mieszkających na tamtych terenach. Dowiadujemy się, jak mieszkańcy Wołynia początkowo nie odczuli trwającej wojny, jak przybyli do nich Sowieci, jak nastroje we wsiach zaczęły się zmieniać, a Ukraińcy postanowili rozpocząć walkę o niepodległość. Mamy też okazję przeczytać o wielu tamtejszych zwyczajach, takich jak świętowanie przesilenia letniego lub Bożego Narodzenia w charakterystyczny dla folkloru wołyńskiego sposób. Możemy też zrobić małą przerwę od czytania i przyjrzeć się ilustracjom które, chociaż są czarno-białe, to idealnie oddają klimat i atmosferę tamtych czasów. Dzięki nim mamy szansę zobaczyć tradycyjne, wołyńskie stroje, a także obejrzeć pocztówki z lat trzydziestych, ukazujące nam te same wioski, które miały niedługo stanąć w płomieniach.

Osobiście bardzo interesuję się tematyką drugiej wojny światowej, a zwłaszcza życiem podczas jej trwania, więc prędzej czy później książka ta musiała wpaść w moje ręce. Pochłonęłam ją w praktycznie kilka godzin, odcinając się przy tym od otaczającego mnie świata. Bardzo ucieszyły mnie wyżej wspomniane fragmenty o folklorze i zwyczajach tamtejszych ludzi, do tego zmotywowały mnie do poszukania więcej na ich temat. Odmienne emocje czułam za, to kiedy czytałam o wydarzeniach na krótko przed rzezią. Krew się we mnie zagotowała, kiedy dowiedziałam się, że polscy mieszkańcy byli kilkukrotnie ostrzegani przez Banderowcami, lecz to ignorowali. Ich tok myślenia był prosty „To nas nie dotyczy”, „To nasi sąsiedzi”, „Nie zabiją kobiet i dzieci”. Niestety byli w błędzie. 

Polecam tę książkę wszystkich fanom historii oraz tradycji ludów wschodnio-europejskich i mam nadzieję, że także ją polubicie.



Ania, lat 16


Książka wydana przez Wydawnictwo Znak

Komentarze